Opublikowano

Po co nam rytuały? Ślub jako rytuał przejścia.

Część z Was na pewno słyszała o różnych rytuałach i obrzędach ludowych naszych przodków, zwłaszcza tych ślubnych. Nie uczą nas o nich w szkołach, czy na uczelniach. Coraz rzadziej kultywowane są z pokolenia na pokolenie. Jednak dawne zwyczaje wciąż krążą w świadomości społecznej, chociaż nie zgłębiamy już ich sensu i przesłania. A przecież rytuały są pewnego rodzaju drogowskazami, które w życiu przepełnionym mnogością wyboru, zdają się być nam potrzebne jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

By się odnaleźć.

Niezwykle istotne miejsce w kulturze ludowej zajmują rytuały przejścia. Żeby zrozumieć ich istotę, warto zwrócić uwagę na definicję Arnolda van Gennepa. Był to francuski badacz, który w swoich pracach szczególnie upodobał sobie folklor. Stworzył i szerzył wnikliwą teorię obrzędów przejścia.

Rytuały przejścia to sekwencje obrzędowe, które towarzyszą przechodzeniu z jednego stanu do innego, z jednego świata – w ujęciu kosmicznym lub społecznym – do drugiego.

Szczególnie czczonymi momentami, były te wprowadzające w dorosłość. Dziś wejście w wiek dojrzały odsuwamy w czasie, bojąc się o to, gdzie będziemy jutro. Z drugiej strony mamy świadomość, że samo osiągnięcie pełnoletności nie robi z nas osoby dorosłej. Dawniej rytuały umożliwiały wejście w nowy etap, będący procesem opartym na zmianie. Obrzęd uroczyście podkreślał i przygotowywał nas do swojego rodzaju przeistoczenia. Tak też miało miejsce w przypadku ślubów. Bogate w scenariusze i symbolikę opisy wesel naszych przodków, pokazują uroczystość jako rytuał przejścia. Moment zaślubin jest elementem scalającym – łączy dwie rodziny w jedną.

Po to, by łączyć.

Z jednej strony odrzucenie dotychczas popularnych obrzędów i rytuałów, które przez lata kultywowano, poszerza perspektywę, otwierając nas na świat. Natomiast w obecność rytuałów przejścia wpisana jest wspólnotowość, a przynależność do wspólnoty- w naszą naturalną potrzebę. Podczas ślubu wyłaniają się rodzaje powiązań danej społeczności. Takim trwałym elementem jest pożegnanie z rodzicami i udzielenie przez nich młodym błogosławieństwa. Odbywało się to w domu panny młodej i miało uchronić od złego, zapewnić szczęście i miłość, a także długie życie w dostatku. Ten ważny, a zarazem trudny moment dla uczestników uroczystości, był rytualnym pożegnaniem panny młodej z rodziną, krewnymi i przyjaciółmi. Również z samym domem rodzinnym, do którego już nigdy miała nie powrócić. Błogosławieństwo wciąż przeżywamy w zbliżony sposób do naszych przodków, jednakże nie rozpatrujemy go w tak emocjonalny i wnikliwy sposób. Rytuał pożegnania z jednym domem, wprowadza nas w życie rodziny partnera. I tutaj dostrzegamy jego łączącą rolę.

Żeby zatrzymać.

Często odtwarzając ślubne obrzędy wyrywamy je z kontekstu. Na przykład oczepiny. Nazwa na pewno przez wszystkich zasłyszana, ale ich nowoczesna forma daleko odbiega od tej tradycyjnej. Teraz oczepinami nazywamy weselne gry i zabawy, których efektem jest wyłonienie spośród gości “nowej” pary młodej. Kiedyś było nieco inaczej. Mało kto wie, że tradycyjne oczepiny były ściśle związane z czepcem, czyli nakryciem głowy- atrybutem mężatki, gospodyni domowej. Kobieta zamężna nosiła go zastępując panieński wianek. Symboliczny przedmiot, który podkreślał zmianę statusu cywilnego, jak i społecznego kobiety. Nasi przodkowie zwracali uwagę na istotę idei przejścia. Rytuał, czyli ściśle określony tryb wykonywania pewnych czynności, pomagał im uporządkować kolejne etapy życia, do tego podnoszono go do uroczystej rangi. Każdy ceremoniał przeprowadzany był w jakimś celu i eksponował konkretny, ważny dla społeczności moment życia. Tym właśnie jest istota rytuału- uwydatnieniem i zaakcentowaniem chwili, przeistoczeniem jej w coś, co różni się od dnia codziennego. Zatrzymaniem i refleksją.


By wciąż świętować!

Na szczęście od rytuałów nie odeszliśmy całkowicie. Nadal świętujemy, jednak zmieniło się nasze podejście do przygotowań ceremonii – zamiast koncentrować się na tym, co spotka nas na kolejnym etapie życia, skupiamy całą swoją uwagę na otoczce. Oczywiście wesele nadal potwierdza uczucie miłości łączące parę. Jednak coraz częściej na pierwszy plan wysuwa się wielość wyborów, jakie mają dokonać państwo młodzi, zanim staną przed ołtarzem. Barry Schwartz w “Paradoksie wyboru” pisze, że i kapitalizm, i konsumpcjonizm przekonują nas, że im większa wielość wyboru, tym lepiej. Dawniej ludzie byli przekonani,że istnieje wyłącznie jedno rozwiązanie z konkretnej sytuacji, co upraszczało życie. Schwartz wraca do przemyśleń naszych przodków i dowodzi, że wielość możliwości wyboru nie powoduje wzrostu poczucia satysfakcji z podejmowania decyzji. A tym bardziej sprawia, że coś, co kiedyś było wyjątkowe, dzisiaj jest już oczywiste. Rytuały są pewnego rodzaju drogowskazami, które wyznaczają nam poszczególne kierunki na mapie wydarzeń naszego życia. I to właśnie jest przesłaniem rytuałów. W świecie pełnym możliwości wyboru, w którym możemy świętować wszystko albo nie świętować wcale, rytuały pozwalają nam się zatrzymać i zobaczyć jak to, co przezroczyste, zamienia się w uroczyste.


Zdjęcia autorstwa Everbay.co

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *